front-start
Serce jak dzwon PDF Email
 
logo-newsweekAutor: Dorota Romanowska

Przestaniemy przedwcześnie umierać na serce, jeśli sami zadbamy o swoje zdrowie. Na cud-pigułkę nie ma co liczyć.
W krajach skandynawskich nietrudno spotkać staruszków, którzy z plecakami wędrują po górach. Zdają się mieć tyle siły i energii, że bez trudu pokonaliby niejednego nastolatka z Polski. Wbrew pozorom nie są to jednak ludzie ulepieni z innej gliny niż my. Przed laty Skandynawowie byli w czołówce Europy w kategorii przedwczesne zgony z powodu chorób serca. Zmianę zawdzięczają modzie na zdrowy styl życia, jaka zapanowała w ich krajach.
Pokochali sport, a nade wszystko ryby.
Jeśli chcemy w zdrowiu dożyć setki, musimy brać z nich przykład. To chyba najważniejszy wniosek, jaki płynie z najnowszych badań przedstawionych podczas kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). Na początku września 2007 r. ponad 20 tys. specjalistów dyskutowało o tym, co zrobić, by powstrzymać szalejącą na Starym Kontynencie epidemię chorób serca. Bo mimo podejmowanych od lat wysiłków lekarzy schorzenia te nadal stanowią główną przyczynę zgonów.
Problem jest poważny także dlatego, że nowe leki powstają dziś już niezwykle rzadko. Te, które się pojawiają, są zazwyczaj kombinacjami już istniejących specyfików. Na kongresie ESC nie przedstawiono więc żadnej cudownej pigułki, która zlikwidowałaby chorobę serca, tak jak antybiotyk niszczy groźne bakterie. I, jak wynika z wielu prac, nie ma co na nią liczyć. Specjaliści podkreślają jednak, że same leki to za mało, by zapanować nad chorobami serca. - W Polsce medycyna zrobiła już niemal wszystko. Mamy przyzwoicie wyposażone kliniki kardiologiczne, dobrych specjalistów. Prawie każdy chory w razie nagłego zawału ma szansę dotrzeć do pracowni hemodynamicznej, gdzie zostanie poddany zabiegowi ratującemu życie. A mimo to Polacy nadal zbyt wcześnie umierają z powodu chorób serca. O wiele wcześniej niż mieszkańcy innych krajów Europy - przypomina prof. Marek Naruszewicz z warszawskiej Akademii Medycznej.

Godzina ruchu, trzy godziny życia
Zdaniem profesora jedyną szansą na zmianę tych statystyk jest połączenie leczenia z profilaktyką. To oznacza między innymi, że chory nie może - jak to się zazwyczaj dzieje w Polsce - być pozostawiony samemu sobie np. po przejściu zawału. Powinien mieć stały dostęp do poradni profilaktycznych, gdzie zarówno on, jak i jego najbliżsi krewni mogliby korzystać z porad dietetyków i psychologów. - Bo jeśli ktoś choruje na serce, to znak, że w całej rodzinie źle się dzieje i zapewne wszyscy jej członkowie nieprawidłowo się odżywiają i są mało aktywni fizycznie - wyjaśnia prof. Naruszewicz.
Tego samego zdania jest prof. David Wood z londyńskiego National Heart and Lung Institute. Na kongresie ESC przedstawił on wyniki 12-letniej obserwacji ponad 8,5 tys. pacjentów poważnie chorych na serce, którzy przeszli np. angioplastykę (zabieg polegający na udrożnieniu naczyń krwionośnych). Wynika z nich jednoznacznie, że lekarzy powinny wspierać zespoły specjalistów różnych dziedzin, którzy pomagaliby chorym zmienić zwyczaje - uważa prof. Wood.
  Okazało się bowiem, że zagrażające życiu problemy ze zdrowiem wcale nie wpłynęły na zmianę ich stylu życia. Co piąta osoba, która przed chorobą paliła papierosy, nie rzuciła palenia, choć w czasie trwania obserwacji pojawiły się nowe efektywne metody zerwania z nałogiem. W niepokojącym tempie przybyło też otyłych - ich liczba wzrosła z 25 proc. do 38 proc. A palenie i otyłość, co wiadomo od dawna, przyspieszają rozwój cukrzycy. Tak też się stało - liczba dotkniętych nią osób wzrosła w badanej grupie z 17 proc. do 28 proc.
Na dodatek niewielu z nich udało się namówić do większej aktywności fizycznej. Tymczasem to właśnie ruch doskonale chroni przed chorobami serca. Nie dopuszcza bowiem do odkładania się blaszki miażdżycowej, która mogłaby zatkać naczynie i tym samym zablokować przepływ krwi. Podczas ćwiczeń szybciej dochodzi do naprawy śródbłonka - warstwy komórek, które od środka wyścielają naczynia krwionośne. Uwalniany jest także w dużych ilościach tlenek azotu, dzięki któremu naczynia krwionośne sprawnie kurczą się i rozkurczają. Aktywność fizyczna zwiększa też produkcję enzymu odpowiedzialnego za neutralizację wolnych rodników tlenowych, które uszkadzają naczynia krwionośne. Wreszcie ćwiczenia zwiększają średnicę dużych arterii krwionośnych i sprawiają, że przybywa nowych drobnych naczyń. Dzięki temu krew szybciej dociera w najróżniejsze miejsca organizmu, ciało jest lepiej ukrwione, a przez to sprawniej pracuje.
Takie wnioski płyną z badań laboratoryjnych. Naukowcy postanowili jednak je sprawdzić, badając, czy ćwiczenia fizyczne rzeczywiście mają tak dobroczynny wpływ na nasze zdrowie. Ich prace nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości: ruch to zdrowie. Mówiąc bardziej obrazowo, jedna godzina ruchu daruje dodatkowo dwie, trzy godziny życia.
Niezwykłą siłę ćwiczeń pokazało także niewielkie, bo przeprowadzone na zaledwie 50 osobach badanie, opublikowane w 2004 roku w "Circulation". Naukowcy lubią je przypominać, mając nadzieję, że dzięki przytoczonym tam danym namówią do ruchu niedowiarków. Z pracy tej wynika, że osoby, którym wykonano angioplastykę i założono stenty, wcale nie były w lepszej kondycji niż ci, którzy nie zostali poddani operacji, ale regularnie ćwiczyli. - Nie chodzi oczywiście o to, by rezygnować z zabiegów nierzadko ratujących życie, ale badanie to pokazuje, jak świetnym lekiem są ćwiczenia - mówi prof. Viviane Conraads ze szpitala uniwersyteckiego w Antwerpii w Belgii.
Uczona przekonuje, że ćwiczenia są dobre dla wszystkich - zdrowych i chorych. Tempo ćwiczeń i ich rodzaj należy tylko dostosować do stanu zdrowia. I tak np. chorzy na cukrzycę na aktywność powinni przeznaczać minimum 30 minut pięć-siedem razy w tygodniu. Specjaliści polecają ćwiczenia aerobowe, bo nie tylko poprawiają ukrwienie organizmu, co dla pacjentów z cukrzycą ma ogromne znaczenie, ale także zmniejszają oporność komórek na insulinę. Z kolei stretching, czyli ćwiczenia rozciągające, nie ma wpływu na metabolizm. Poprawia tylko ogólną kondycję. Dlatego więc najlepiej, gdy uprawiamy dwie różne dyscypliny, np. aerobik i stretching czy jogging i jogę.